nie to ładne, co ładne… ?

Ta zasada odnosi się chyba do każdej sfery życia. Od sztuki do… sztuki wybierania na przykład dziecięcego wózka. Chociaż ten etap już dawno za nami a gondola zapakowana w pudło czeka w kącie piwnicy to ostatnie spotkania na spacerach przypomniały mi temat.

Nowy wóz

Nam wózek a właściwie firmę polecili znajomi, użytkownicy wózka Bebetto już od 3 lat, i szczęśliwie podróżujący z nim już z drugim dzieckiem.  Chociaż plany były inne i naszym kryterium zakupowym było przede wszystkim ‘żeby był lekki i łatwo się składał’. To tak od rodziców bez doświadczenia :).

Myśleliśmy oczywiście o komforcie córki, ale trudno było nam przełożyć to myślenie na praktyczne rozwiązania, bo o ile swoje potrzeby i możliwości (np. podniesienia 20 kg i wniesienia ich na trzecie piętro) znamy, to potrzeby niemowlaka były dla nas mocno teoretyczne. Nawiasem mówiąc porozmawialiśmy z sąsiadami (polecamy takie rozwiązanie) i zostawiamy wózek na parterze. Zdziwili się nawet, że chcieliśmy robić inaczej. Do pokonania mamy więc 7 schodów.

Wracając do tematu… Odwiedziliśmy kilka sklepów, trafiliśmy na świetną doradczynię z ogromnym doświadczeniem i pokładami cierpliwości, która przeprowadziła nas od tzw. parasolek wprost do naszego obecnego Bebetta. Nie było już dyskusji, Bebetto skradło nasze serca i rozumy :).

Wózek

Wózek jest rzeczywiście świetny, wygodny dla dziecka i rodzica. Praktyczny. Ładny… ale…

Tutaj nastąpi ‘ale’ odnoszące się do tematu wpisu. Trafiłam dziś na wrzucone na stronę producenta ślicznych pastelowych wózków zdjęcie spacerówki, która ledwo, ledwo przytrzymuje malucha w plastikowej ‘kapsule’. Ledwo, ledwo zasłania przed słońcem mini budką. Dziecko ręce wciśnięte ma pod pałąk. Inaczej sie nie da. Widuję takie wózki codziennie i po prostu się nie da. Nazywamy je wózkami do Ikei i z Ikei, bo chyba na dłuższy spacer nie ma szans. Chyba że komfort dziecka mamy w nosie. Ale estetykę cenimy wysoko.

Dopóki znajomi nie dostali takiego wózka i nie pozbyli się go równie szybko myślałam, że jest uprzedzona i tyle. Może więcej we mnie konserwatyzmu niż mi się wydaje? Ale pytam, i pytam, i oglądam. I jednak dochodzę do wniosku, że rodzice zapominają bardzo często po co wózek jest. A nie jest głównie do oglądania. Jest do wygodnego i zdrowego podróżowania dziecka. I rodzica. I niech będzie ładny, czemu by nie. Ale niech nie będzie tacką na dziecko z której mała pupa spada przy każdym podjeździe, krawężniku.

I zastanawiam się dlaczego tak trudno jest nam pamięcać o potrzebach dziecka bez odwołania się w pierwszym rzędzie do swoich potrzeb?

Trafiłam ostatnio na propozycję czarno białego wystroju dziecięcego pokoju, entuzjazm forumowiczów był niesamowity (pokój głownie czarny z białymi graficznymi prześwitami, taka wersja książeczki ‘Oczami maluszka’ w wydaniu maksi). Bo to pieknie kształtuje poczucie estetyki, tak na przyszłość… a może mniej kształtujmy a trochę więcej pozwólmy dzieciom uczyć się po swojemu, dziecięcemu, kolorowo a nawet uff z odrobiną kiczu? Czy zachwyca mnie żółte plastikowe coś z kolorowymi pokrętłami, które zajmuje sporo miejsca w dużym pokoju? Tak nie do końca…  ale Pyza je uwielbia i to kształtuje mnie i moje poczucie szczęścia.

Więc nie to ładne, co ładne ale warto zatrzymać się i zastanowić, komu ma się podobać :).

ps to nie jest post sponsorowany, po prostu jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego wózka 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s